|
W dniach 20-29 października miałem przyjemność
wizytować południową Francję. Choć nie jedynie, to głównie upływał mi czas pod
znakiem jodo oraz kontaktów z członkami naszego zaprzyjaźnionego dojo w
Marsylii – Shinfukan. Dzięki uprzejmości nauczycieli Daniela Chabaud i Corinne
Marie dit Moisson, mogłem dołączyć do treningów razem z pozostałymi członkami
dojo.
Lot z Warszawy w piątek 20-tego, przez Dusseldorf.
Oczywiście spóźniony, ale dzięki Bogu nie na tyle, bym zgubił przesiadkę. O
14:30 na lotnisku w Marsylii odebrał mnie Jacques, którego część z nas zna już
bardzo dobrze a inni będą być może mieli okazje poznać niedługo. Jacques jest
senpai'em w Shinfukan Dojo i przypadła mu mniej lub bardziej miła rola niańki
dla polskiego turysty. Trzeba przyznać ze wywiązał się z niej na 6+, bo ani
razu nie opuściłem treningu.
Nie muszę chyba nikomu zachwalać Marsylii i Prowansji, ale muszę
powiedzieć, że za każdym razem jestem pod miłym wrażeniem. Różnorodność
kulturowa, historia miast sięgająca drugiego, trzeciego wieku naszej ery oraz
piękna pogoda sprawiają że zawsze jest coś nowego do zobaczenia i zwykle
zwiedzanie odbywa się przy pięknej aurze.
Po zabookowaniu w hotelu
i krótkiej przebieżce, zaczęliśmy się z Jacquesem przebijać samochodem przez
korki piątkowego popołudnia, by zdążyć na 18-tą na trening. W piątek i
poniedziałek treningi zaczynają się od godziny "wolnego treningu" i
nauczyciel (Corinne) przychodzi o 19-tej. Trening wolny daje szanse na
powtórzenie elementów z poprzednich treningów. Sam pierwszy trening był dla
mnie trudny, bo znowu się dowiedziałem ze nic nie umiem. Trochę zimnej
wody na głowę bardzo dobrze robi. Trenowaliśmy kihon i pierwsze sześć
seitei gata.
Normalnie w sobotę rano odbywa się trening koryu. Jednak tym razem Corinne i Daniel, zmienili zwykłą formułę treningu, i mogłem się
przyłączyć do nich. Trening pod wyraźnym znakiem kasumi z posmakami tachiotoshi
i raiuchi. Trzeba wziąć pod uwagę ze sobotnie treningi trwają po 3,5 godziny a
Daniel nie omieszka przedłużyć jeśli uzna, że jakiś element nie został w pełni
objaśniony.
W poniedziałek trening z
Corinne i znów kihon i seitei gata. I znowu poprawki; ochłonąłem po pierwszym
natłoku "pas bon" i zaczynałem czuć, że część z poprawek udaje mi się
wprowadzić w życie. Przeszliśmy przez pierwszych 11 kata.
Piątek - więcej poprawek, więcej kihonów... ahh to
dostawianie tylnej nogi. Koniecznie i wszędzie. Po kihonach - raiuchi. Jeśli
chodzi o mechanikę, to okazało się ze wytłumaczenie z Boulouris świetnie
pomogło. Potem seigan i midaredome.
No i w końcu sobota. Znowu o 9-tej i tym razem 2 godziny
ranai. Chyba zaczynam rozumieć, o co w tym kata chodzi. Potem powtórzenie
wszystkich kata. Cóż, 3,5 godziny upłynęło tak szybko, że z żalem przebierałem
się w pośpiechu, by zdążyć na samolot (który notabene znowu się spóźnił).
Jestem bardzo wdzięczny
wszystkim członkom Shinfukan dojo za korekty i cierpliwość. Jeszcze tam wrócę,
i to wkrótce.
|