|
Wyprawa po iaido 9. – 10. grudnia 2006r.
Po iaido demonstrowane tym razem przez sensei Wima w Opolu wybrało się z naszego klubu 9
osób – licząc naszego kolegę przebywającego obecnie we Wrocławiu.
4 osoby zdały
egzamin – Adam 3 kyu, Bartek i OlseN 2 kyu, Rafał 1 kyu – gratulacje!!!
Ci, którzy Wima
znali z poprzednich staży cieszyli się kolejną możliwością spotkania tego
znakomitego i obdarzonego wielką charyzmą nauczyciela, ci którzy go jeszcze nie
znali niecierpliwie czekali na pierwsze spotkanie z senseiem.
Podróże często urozmaicane są przygodami – i z
naszą też tak było – do Opola dotarliśmy już po rozpoczęciu stażu. Pierwsze
spostrzeżenia, to zmieniona podłoga – poprzednio była fatalna – z dziurami,
ruszającymi się klepkami i gwoździami - i bardzo dużo – jak na tak małą salę – ludzi – było tak samo
tłoczno, jak w lutym.
Udało nam się zdobyć kawałek podłogi i
rozpocząć trening pod bacznym okiem senseia. Staż zdecydowanie różnił się od
poprzednich – być może spowodowane to było bardzo dużą liczbą początkujących. Praktycznie cały czas
ćwiczyliśmy z bokenami. Demonstrowane były poszczególne elementy kata, ale nie
było czasu ich utrwalić i zastosować w całych kata i nie było możliwości
utrwalić zdobytej wiedzy z iaito – z iaito ćwiczyliśmy tuż iprzed egzaminem i
to bardzo krótko. Brakowało łączenia w całość pokazywanych nam elementów – co
miało miejsce na poprzednich stażach.
Podczas innych staży Wim przygotowywał zawsze
grupę zdających na wyższe stopnie – np. w czerwcu 2005 – w tej samej sali
zresztą – poświęcając przez część stażu swój czas tylko zdającym – miało to
miejsce zawsze po gruntownym przećwiczeniu całego seitei iai – także z iaito –
potem już było indywidualne szlifowanie przystępujących do egzaminu – każdy
dostawał wskazówki i był informowany, co należy poprawić i na bieżąco te
korekty były wcielane w życie – Wim pilnował każdego, by ćwiczył zgodnie z jego
zaleceniami – to przynosiło rezultaty – tym razem pozbawieni byliśmy takiej
możliwości – cały staż pozostawił uczucie wielkiego niedosytu – można tez
powiedzieć, ze i niesmaku, bo zdecydowanie jakością odbiegał od poprzednich.
Tym bardziej, że niewiele było interpretacji kata – pokazanie, jak kata
wygląda, kiedy ćwiczy się je z oponentami, co szalenie pomaga zrozumieć sens
wykonywanych kata. Nasz niedosyt spowodowany był też tym, że bardzo duża ilość
uczestników wymusiła podział na 3 grupy – więc każdy z nas ćwiczył tak naprawdę
przez 1/3 stażu.
Po raz pierwszy też chyba się zdarzyło, ze nie
było żadnej informacji dotyczącej egzaminu – komend i sposobu reagowania na nie
etc. – zwykle podczas takich przygotowań podkreślano wagę egzaminu – tu niczego
takiego nie było. Sam egzamin tez nie miał uroczystego charakteru, zrezygnowano
też – być może z braku czasu – z wzajemnych ukłonów osób do egzaminu
przystępujących.
Natomiast
tradycyjnie już staż praktycznie nie był tłumaczony – nie było systematycznego
tłumaczenia – Wim usiłował kompensować te braki pokazując nam jak najwięcej –
jego znakomity talent aktorski jest w tym bardzo pomocny – plus liczne
onomatopeje - bardzo też przykłada się do pogłębiania znajomości języka
polskiego – tym razem „pępek” częściej pojawiał się w jego objaśnieniach, niż
kultowe już „biodro” i „luźny”.
Tradycyjnie też na sayonora party Wim
chroniony był przed kontaktem z „normalnymi” ludźmi przy pomocy szczelnego
kordonu stałej ekipy tworzącej jeszcze skuteczniejszą ochronę, niż mają
zazwyczaj głowy państwa. I chociaż tym razem okazało się, że inni uczestnicy
stażu mogą przekroczyć progi lokalu, a w którym odbywało się sayonara party z
Wimem – w lutym spotkanie z Wimem było tylko dla „VIP-ów” – jasno nam wtedy
powiedziano, że nie ma dla nas miejsc – to i tak Wim został tradycyjnie
upchnięty głęboko w kącie – utrudniony był nawet kontakt wzrokowy – o osobistym
nie było mowy. Wyjaśnione to zostało w ten sposób przez senseia Krzysztofa, że
przy Wimie powinny siedzieć wyższe stopnie. Nabiera to szczególnego znaczenia w
sytuacji, kiedy na tym akurat stażu niewielkie poczyniono starania, aby dać
szansę tym „niższym” zdobyć wyższe – mimo, ze każdy z uczestników wniósł żądaną
opłatę i spodziewał się w zamian uzyskać coś więcej – przynajmniej tyle, co na
poprzednich stażach z Wimem
Oczywiście nawet
staż w tak – delikatnie mówiąc – skromnym wydaniu wiele przynosi – szczególnie
ci, którzy widzieli Wima pierwszy raz są pod wrażeniem jego wielkiej charyzmy i
wielkich umiejętności – także w przekazywaniu wiedzy - i na pewno każdy z nas
coś ze stażu wyniesie – szkoda tylko, ze jednak przede wszystkim uczucie
niedosytu – bo staż jakością daleko odbiegał od poprzednich – sam egzamin też
był tego przykładem – brakowało poczucia, że jest to szczególne i bardzo ważne
wydarzenie – sztuczne kwiaty były niejako podsumowaniem tego, ze brakowało tu
takiego ducha, jaki bywał na poprzednich stażach.
Dla nas to i tak i
tak ważne wydarzenie – tym bardziej, że mogliśmy się przekonać, że nasza grupa
jest znakomicie zintegrowana i nic nam nie było w stanie przeszkodzić – ani
przygody w podróży, ani inne okoliczności w czerpaniu radości i osiągania
satysfakcji w podążaniu drogą iaido – tym razem via Opole.
Pozostaje nam trwać
w nadziei, że kolejne staże z Wimem będą takie, jak dawniej albo podążać drogą
iaido innym ścieżkami – niekoniecznie prowadzącymi przez Opole.
|